Nasiona Kozieradki dla wielu zbawienie, a dla mnie utrapienie.....


Witajcie
W zeszłym roku miałam istną manię na punkcie przyśpieszenia wzrostu włosów :) Dlatego też próbowałam różnego rodzaju produktów, które dałyby im lekkiego kopa i w końcu zamiast 1 cm na miesiąc urosłyby np ze dwa.
Poza Jantarem, który swoją drogą okazał się najlepszy! dorwałam się do nasion Kozieradki.




Kupiła mi je szwagierka, w sklepie zielarskim, ponieważ w tym czasie byłam za granicą, a tam nawet o czymś takim w sklepach nie słyszeli :) Po otrzymaniu paczuszki szybko zabrałam się za przygotowywanie wcierki. Wsypałam do szklanki dwie łyżeczki zmielonego już ziółka, zalałam gotowaną wodą, przykryłam talerzykiem i czekałam do momentu kiedy ostygnie. Przelałam sam napar do małej buteleczki z atomizerem, to co zostało na dnie szklanki wyrzuciłam oczywiście.
Pełna nadziei zaczęłam wcierać sobie w skalp dany płyn po każdym myciu włosów. Ok zapach nie należał do wyrafinowanych ale jakoś to znosiłam. Mój mąż stwierdził, że pachnę jakbym wysmarowała się kostką rosołową, no miał rację ale mówi się trudno, przecież w grę wchodziły piękne długie włosy :) :) :)

Po pewnym czasie i kilku aplikacjach zaczęła przeokropnie swędzieć mnie skóra głowy. Tak się drapałam aż porobiły mi się strupki, do tego wszystkiego wystąpił łupież i to takie duże płaty! sypały się normalnie jak śnieg zimą. Swędzenie nie ustępowało po mimo, iż myłam włosy codziennie delikatnym szamponem mojego synka, który swoją drogą pytał się mnie czy mam pchły bo tak jak piesek ciągle się drapię po głowie he he.

Najzwyczajniej w świecie był to objaw reakcji alergicznej na wcierkę z Kozieradki!

Po jakichś dwóch tygodniach po odstawieniu wcierki swędzenie ustąpiło ale łupież pozostał. Bałam się stosować jakiś inwazyjnych szamponów typu Nizorar, ponieważ miałam poraniony skalp. Kupiłam więc niezawodny jak dla mnie Head&Shoulders Sensitive i po kilkunastu zastosowaniach w końcu pomogło.


Taka była moja przygoda, nastawiona na większy przyrost, a spotkała mnie niemiła niespodzianka. No ale cóż człowiek całe życie się uczy i chora bym była jakbym nie spróbowała tej wcierki :) Teraz już wiem, że to nie dla mnie lecz cieszę się i trochę zazdroszczę, iż innym pomogła cieszyć się bujną czupryną. :)



A na koniec chcę poinformować i zaprosić moich czytelników na fajne PIERWSZE ROZDANIE U KASI
Ja pierwszy raz wezmę w czymś takim udział i zachęcam innych, ponieważ nagrody są świetne.



Pozdrawiam
Iza

7 komentarzy :

  1. Również miałam z kozieradką do czynienia,ale ze względu na jej specyficzny i drażniący zapach przestałam ją wcierać w skalp,odpuściłam ją sobie.
    Zaczęłam używać wcierki Jantar i jestem jak narazie zachwycona jej działaniem :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak zapach kostki rosołowej :)

    OdpowiedzUsuń
  3. o no to nie ładnie z tym uczuleniem ;/ ja używałam kozieradki na twarz w walce z trądzikiem, tak poleciła mi pewna zielarka, ale tez za dobrze sie nie spisała.
    dziękuję za miły komentarzy u siebie. dobrze mnie określiłaś, taki wolny duch to strzał w dyszkę. :D a jaki utwór miałaś mieć na weselu? tez marzy mi się takie coś, o ile kiedyś doczekam się w ogóle wesela :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Dlatego jestem za robieniem próby uczuleniowej. Ja przed zastosowaniem czegoś nowego na skórę głowy zwykle ją robię. Wtedy mam pewność, że nie uczuli mnie dany kosmetyk.

    OdpowiedzUsuń
  5. SheLazY - pięć lat temu brałam ślub i chcieliśmy z mężem aby zagrali nam utwór pt ,,Każdego dnia,, Mesajah tekst tej piosenki są śliczny, ale jak napisałam Tobie zespół, który miałam na weselu nie dźwignąłby :) Za to moja kochana siostra dwa lata temu wychodząc za mąż zrobiła mi niespodziankę i u siebie ,,pierwszy taniec,, mieli właśnie przy tym utworze - no aż się poryczałam he he :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Włosowe Inspiracje - ja właśnie nigdy nie robiłam żadnej próby uczuleniowej i to jest mój błąd przyznaję się bez bicia.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie miałam jej, jestem zbyt leniwa, żeby ją przygotowywać. Co do próby uczuleniowej ja nigdy jej nie robie bo jestem zbyt leniwa i nie cierpliwa :) Zdaża się, dobrze, że już jest lepiej kochana! :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentowanie postów, jest mi niezmiernie miło, że jesteście ze mną. :)

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka